Bezpieczny wyjazd na Wszystkich Świętych

Akcja znicz, jak co roku będzie nam towarzyszyć podczas wyjazdów w związku z 1 Listopada, gdy chrześcijanie obchodzą Wszystkich Świętych. Policja prognozuje wzmożony ruch na drogach, a z racji, że w 2018 święto wypada w czwartek, zapewne spora część obywateli przedłuży sobie weekend o 2 Listopada. Należy w tym okresie zachować szczególną ostrożność i dobrze się przygotować do takiego wyjazdu. Czytaj dalej Bezpieczny wyjazd na Wszystkich Świętych

Zima nadchodzi, powraca temat ogumienia!

(Photo: Andy Rennie)
(Photo: Andy Rennie)

Zima a wraz z nią temperatury spadające poniżej zera oraz pojawiające się opady śniegu to niebezpieczny czas na naszych polskich drogach. Pierwsze nieprzewidziane opady śniegu to powód wypadków, kolizji i karamboli, bo zwyczajnie opony letnie nie dają rady podczas niższych temperatur. Dzisiaj porozmawiamy właśnie o oponach.

Opona to jedyna część samochodu, która styka nas z drogą.

To zdanie ukazało się kiedyś w jednej z reklam opon i trafia ono w sedno sprawy. Po tym jednym zdaniu powinniśmy dojść do szybkiego wniosku, że na oponach nie warto oszczędzać. Wiele zależy od samochodu, ale drogę hamowania determinuje właśnie opona, która albo będzie się ślizgać, albo wgryzie się w śnieg, mokry asfalt lub błoto. Znam ludzi, którzy cały rok jeżdżą na oponach letnich i wbrew pozorom nie są to osoby nieodpowiedzialne z natury, lecz kilku z nich to świetni kierowcy, którzy w dodatku mają samochody z napędem na tył. Wiecie do czego zmierzam? Urządzają sobie niezłą zabawę na śniegu, goniąc własny bagażnik. Ja jednak wolę nazywać ich samobójcami, bo jakim kierowcą byś nie był, to musisz mieć wyobraźnię. Co w sytuacji, gdy na ośnieżoną drogę wyskoczy Ci dziecko? Hamowanie pulsacyjne? ABS? Zapomnij! Letnia opona będzie się zachowywać jak tenisówki na lodzie. Jeżeli świadomie rezygnujesz z opon zimowych to mam dla Ciebie radę – zrezygnuj również z obuwia zimowego. Pobiegaj po oblodzonych, zaśnieżonych chodniku w trampkach i policz ile razy się wywrócisz. Następnie zdaj sobie sprawę z tego, że tak samo jak Twoje nogi wyposażone w niewłaściwe obuwie, zachowa się samochód wyposażony w niewłaściwe ogumienie. Jest tu jednak mała różnica – wywracając się na śniegu sam, skończysz z kilkoma potłuczeniami, a gdy zaczniesz tańczyć na śniegu samochodem, z dużo większą prędkością możesz za sobą pociągnąć zdrowie, a nawet życie ludzi znajdujących się wokół ciebie.

(Photo: lmnop88a)
(Photo: lmnop88a)

Temat jest bardzo poważny, bo samochodów i kierowców na naszych drogach przybywa i bardzo często musimy myśleć za innych. Jeśli przed nami będzie jechał młody kierowca, wyposażony w dobre opony i nagle zdecyduje się zahamować awaryjnie (czego my, doświadczeni kierowcy nigdy byśmy nie zrobili w tym momencie) możemy wylądować w jego bagażniku i narazić się na koszty. No właśnie – tutaj pojawia się magiczne słowo koszty! Wymiana opon, zakup nowych niesie za sobą pewne wydatki. Jeśli jesteś osobą oszczędną z góry radzę Ci przesiądź się na autobus, albo policz ile będzie Cię kosztowała kolizja z innym samochodem (to bardzo optymistyczna i łagodna wersja tego co może się stać na oponach zimowych) i skonfrontuj to z ceną opon zimowych do Twojego samochodu. Zapewniam Cię, że wynik tego porównania sprawi, że zdecydujesz się odwiedzić w ciągu najbliższych tygodni wulkanizatora.

Różnice między letnimi, a zimowymi oponami

oponyporownanie

Musimy sobie zdać sprawę, że w przypadku opon zimowych nie chodzi tylko o rodzaj bieżnika, czy strukturę. Nie raz słyszałem – nie ma śniegu więc po co mi zimówki? Już wyjaśniam. Chodzi głównie o to z jakiego materiału zrobione są zimowe opony. Gdy temperatura spada opona letnia zwyczajnie twardnieje, ponieważ mieszanka z której została zrobiona nie jest przystosowana do tak skrajnej temperatury. Zimowa opona pozostaje miękka, dokładnie taka jaką była, gdy zakładaliśmy ją na początku i stąd właśnie bierze się jej przyczepność. Jeżeli nie wierzycie to polecam sprawdzić, nawet teraz gdy temperatury nad ranem spadają do 0 stopni. Większość kierowców, którzy zmieniają opony w zależności od pory roku robią to, ponieważ mieli okazję wpaść w poślizg na oponach letnich. Ja również miałem nieprzyjemną okazję wpaść w poślizg na rondzie, w BMW na letnich oponach (dodam tylko, że nie był to mój samochód), gdzie na szczęście udało mi się wytracić prędkość, zachować zimną krew i nie użyć hamulca, który w takiej sytuacji może się okazać gwoździem do trumny. Na moje szczęście natężenie ruchu nie było duże, prędkość z jaką jechałem również, więc nic poważnego się nie stało, ale serce prawie skoczyło mi do gardła. Od tamtej pory nie mam zamiaru ryzykować i mimo pewności co do swoich umiejętności za kierownicą nie staram się ich weryfikować na drodze pełnej innych kierowców.

Zakup opon, na co się zdecydować.

(Photo: shrk)
(Photo: shrk)

Gdy dochodzimy do meritum, wybieramy się do wulkanizatora po opony pojawia się szereg pytań. Na jaką markę się zdecydować? Czy kupić nowe, a może używane opony? Czy wystarczy jedna para opon? Odpowiedzi na te pytania stoją na waszym podjeździe. Wszystko zależy od tego – jakim samochodem jeździcie, jak często jeździcie i gdzie jeździcie. Magazyny motoryzacyjne wykonują szereg testów, na które my sobie nie możemy pozwolić. Warto poszperać w internecie, albo sięgnąć po taki magazyn i sprawdzić jak wyszło takie porównanie. Wiemy, jak wielu jest producentów opon na naszym rynku, jedni kuszą ceną, inni nazwą, a dzięki testom w formie tabelki będziemy mogli rzucić okiem na dosłownie każdy parametr opony – droga hamowania na śniegu, droga hamowania na śliskiej nawierzchni, cena, gwarancja itd. Napisałem na początku, że nie warto oszczędzać, ale to nie dlatego, abyście wszyscy ruszyli do wulkanizatora i wybrali opony po 400 złotych za sztukę. Wszystko zależy jak dużo jeździcie i gdzie jeździcie. Jeżeli w Waszym mieście drogowcy dbają o stan dróg i śnieg nie zalega tam zbyt często to może warto pomyśleć o oponach używanych, z bieżnikiem, który nadal nadaje się do użycia. Ci co znają się na rzeczy wiedzą już co w poprzednim zdaniu jest nie tak. Czy bieżnik to kwestia podstawowa? Absolutnie nie! Pierwszą rzeczą, na jaką zwracamy uwagę jest wiek opony! Z biegiem czasu, niezależnie od tego jak często było użytkowana i jak przechowywana struktura opony ulega nieodwracalnym zmianom. Dlatego szacuje się, że żywotność opony to maksymalnie 6 lat i tego kryterium trzeba się trzymać. Niech Was nie przekonują tłumaczenia handlarzy oponami, że pochodzą z południa Francji, że są od aut z przebiegiem 20 tysięcy kilometrów, 6 lat tylko tyle Was interesuje.

(Photo: Dean Hochman)
(Photo: Dean Hochman)

Opony z zachodu przyjeżdżają do nas kontenerami i w większości są to opony pochodzące z aut powypadkowych, dlatego jeśli już decydujemy się na używane opony warto dokładnie zbadać ich pochodzenie, a najlepiej szukać opon od prywatnego właściciela, opon które nie dość, że są tańsze w zakupie, to często mają pewniejszą historię. Jeżeli natomiast jeździcie bardzo często samochodem, zdarza się Wam pokonywać ścieżki, na których śnieg zalega parę dni, a drogowcy nie nadążają z odśnieżaniem i zabezpieczaniem nawierzchni warto dołożyć tych kilka stówek i kupić nowe opony, z gwarancją. Różnice cenowe są czasem niewielkie, kiedyś znalazłem używane opony za 90 złotych za sztukę i byłem gotowy je kupić. Czysta ciekawość wysłała mnie do wulkanizatora, gdzie czekały na mnie nowe opony za uwaga – 140 złotych za sztukę. Wiadomo – wydałem 200 złotych więcej, ale zamiast 4 letnich opon, które pojeżdżą góra dwa sezony, miałem nówki, z żywotnością 6 lat, których koszt przy ewentualnej sprzedaży pojazdu zwróci się i to w sporym stopniu.

opony_zimowe_kleber_195_65_15_komplet_zima_pozna_36504

Czy warto oszczędzić i założyć tylko jedną parę opon? Tutaj wiele zależy od tego jak srogą zimą obdarzy nas matka natura. W Polsce nie mamy obowiązku jeżdżenia na oponach zimowych i wielu decyduje się na założenie tylko jednej pary, choć tutaj pojawia się kolejne pytanie – gdzie założyć? Na tył, czy może na przód? Szczerze Wam powiem, że ilu wulkanizatorów i mechaników, tyle odpowiedzi. Jedni twierdzą, że na koła napędowe, a co gdy mam napęd na tył? Wtedy o kierunku jazdy na śniegu mają decydować letnie opony? Wątpliwości, które pojawiają się przy takim wariancie i ta niepewność w zachowaniu pojazdu sprawiają, że lepiej machnąć ręką i założyć komplet opon. Ale jeśli jeździcie waszym autem kilka lat, już to robiliście i jesteście pewni tego rozwiązania nie mam zamiaru Was przekonywać do innej opcji, bo Wy sprawdziliście sami, jak to wygląda w rzeczywistości, a ja nie.

Opony wielosezonowe – dobre na wszystko?

całosezonowe

Dochodzimy do rodzaju opony, który bardzo lubimy w naszym kraju. Wielosezonówki, czyli dwa w jednym. Mają nas zatrzymać na suchym asfalcie i pomóc, gdy wpadniemy na śniegu w poślizg, genialnie, nie muszę kupować dwóch par i jestem bezpieczny! Ciężko wyczuć sarkazm w słowie pisanym, ale brzmi on właśnie tak, jak poprzednie zdanie. Sprawdza się stare przysłowie – jeśli coś jest do wszystkiego, to w gruncie rzeczy jest do niczego. Opony wielosezonowe miałem okazję mieć w swoim pierwszym samochodzie. Gdy mieliśmy letnią ulewę nie potrafiłem przewidzieć, jak się zachowają podczas awaryjnego hamowania, a na ośnieżonym odcinku drogi jazda z prędkością 70km/h skończyła się w zaspie śniegu. I nie były to tanie, używane opony, tylko zupełnie nowe opony z przedłużoną na 4 lata gwarancją! Od tamtej pory powiedziałem – nigdy więcej opon wielosezonowych. Moim zdaniem zakładanie takich opon to trochę hazard. Zakładamy się z matką naturą, o warunki pogodowe. Jeśli w danym roku zarówno w lato, jak i zimę pogoda nas oszczędzi, to wygraliśmy. Natomiast jeśli będą nas nawiedzać deszcze w lipcu i śnieżyce w styczniu to przegraliśmy i obyśmy przegrali tylko zakład, a nie życie.

(Photo: Dennis Sitarevich)
(Photo: Dennis Sitarevich)

Czy przesadzam sugerując, że opony wielosezonowe są niebezpieczne? Absolutnie nie! Tym bardziej dla niedoświadczonych kierowców, bo to jest wybór środka, które w średnich warunkach sprawdzają się świetnie, natomiast w skrajnych mają więcej problemów, niż standardowe opony. Tutaj również decydować o wyborze będzie częstotliwość użytkowania samochodu. Bo jeżeli masz przed domem auto miejskie i jeździsz 5-10 tysięcy kilometrów rocznie to może być dobry wybór, w innych przypadkach musisz zrobić rachunek zysków i strat. Zarówno dziennikarze, jak i producenci zalecają dwa komplety opon. Skoro producenci zalecają, to po co produkują opony wielosezonowe? Bo jest na nie zapotrzebowanie, bo my chcemy je kupować i to w zasadzie jedyny powód. Warto też sprawdzać na bieżąco newsy w tej kwestii, bo producenci od lat głowią się nad złotym środkiem. W tym roku takim producentem jest Michelin, który stworzył oponę – CrossClimate. Sam chętnie przetestowałbym takie opony w swoim samochodzie (więcej informacji: http://www.auto-swiat.pl/wiadomosci/rewolucyjna-opona-michelin-crossclimate/bng0z), choć cena trochę odstrasza. Wielosezonowe opony to kompromis, który nie w każdej sytuacji się sprawdza, sami wiemy jak to wygląda w życiu. Idąc z kimś na kompromis zarówno my, jak i oponent musimy zrezygnować z części swoich racji, to samo jest w kwestii opon. Ja jestem z natury osobą bezkompromisową, więc opony wielosezonowe dla mnie nie istnieją.

Wulkanizatorzy już na nas czekają

Mechanic adjusting the tire wheel at the repair garage

Uzupełniając temat warto odpowiedzieć na pytanie – kiedy wymienić opony? Osobiście sugeruję się temperaturą panującą na dworze. Jeżeli zaczyna spadać poniżej zera coraz częściej, a prognozy nie przewidują nagłego ocieplenia to nie waham się ani chwili i zmieniam opony na zimowe. Sporo osób zdecydowało się już na wymianę opon, po ostatnim, jednodniowym ataku zimy, ale ja póki co pozostałem przy oponach letnich, bo temperatura w najbliższych dniach ponownie wraca do jesiennych standardów i jeśli zaskoczy mnie deszcz, przy 15 stopniach to wolę mieć na felgach opony letnie.

Gdy już wymienimy opony, gdzie przechowywać letnie na kolejny sezon? Tutaj ponownie najważniejszą kwestią jest temperatura. Jak już wiecie – opony letnie twardnieją w niższych temperaturach. Jeśli macie zamiar je rzucić na podwórko i przykryć kocem, czy folią na zimę to radzę Wam od razu je wyrzucić na śmietnik. Muszą być w suchym miejscu, nie narażonym na warunki atmosferyczne, temperatura w takim miejscu nie powinna spadać poniżej 10 stopni, a najlepiej aby była wyższa. Jeżeli Wasza piwnica, garaż w zimę pokrywa się szronem to może warto zostawić opony u wulkanizatora, bo wielu za niewielką opłatą oferuje przechowanie opon na zimę. Wtedy nie zostawiajcie wszystkiego w rękach wulkanizatora, upewnijcie się gdzie będą leżeć przez najbliższe miesiące Wasze opony, bo kilka razy już widziałem opony w drewnianym baraku na zapleczu warsztatu, ponownie stosujcie zasadę ograniczonego zaufania. Weźcie sobie do serca te rady i uzbrójcie się w rozsądek i wyobraźnię na najbliższe miesiące.

 

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, podziel się nim na facebooku (kliknij „share” po lewej stronie). Zostaw nam też swój komentarz poniżej.

Negocjacje cenowe samochodu – są prostsze niż Wam się wydaje!

bigstock-Car-Sale-71510689_pln

Dzisiaj będziemy rozprawiać o tym jak prawidłowo negocjować cenę samochodu przy zakupie. Niby zabieg wydaje się trywialny, ale jako że pracuję od kilku lat w handlu detalicznym chcę Wam przedstawić kilka zabiegów, bo w przypadku zakupu samochodu są one szczególne.

… podstawowym błędem w przypadku potencjalnego zakupu jest próba negocjacji ceny już przez telefon.

Nie łatwo w dzisiejszych czasach kupić samochód, nawet jeśli znajdziemy interesujący nas model, często przeszkodą staje się cena. Oczywiście każdy nas podejmuje próbę negocjacji i podstawowym błędem w przypadku potencjalnego zakupu jest próba negocjacji ceny już przez telefon. Większość sprzedających powie nam „coś tam może zbijemy” „przyjedź Pan to się dogadamy” etc. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że próba negocjacji przez telefon daje przewagę sprzedającemu. Dlaczego? Bo wyraźnie dajemy mu sygnał, że zależy nam na samochodzie i prawdopodobnie ma już kupca. Rozmowa o cenie przez telefon nie ma większego sensu, bo aby zbić z ceny trzeba mieć konkretny powód. Są pewne średnie rynkowe, zazwyczaj zejście poniżej takiej średniej wiąże się z wydatkami zaraz po zakupie pojazdu, o czym szerzej można poczytać tutaj.

Jeśli skorzystałeś przed zakupem z Autoraportu, to negocjacja ceny może się okazać znacznie łatwiejsza. Głównie dlatego, że sprzedający nie spodziewa się, że jesteś w posiadaniu historii pojazdu. Zróbmy mały przykład dosyć popularnego na rynku wtórnym, taniego samochodu (bo im tańszy, tym negocjacje są trudniejsze). Właściciel wycenia swojego Lanosa z 1999 roku na 3500 zł, pytamy o ilość właścicieli, ostatni serwis, OC i przegląd no i na tym nasza rozmowa telefoniczna powinna się zakończyć, umawiamy się na termin obejrzenia pojazdu.

… szukamy tego co pozwoli nam zbić cenę – korozja, głośna praca silnika, dziurawy wydech…”

(Photo: starsstop)
(Photo: starsstop)

Jeżeli zależy nam na tym konkretnym modelu, a zdjęcia i dotychczas uzyskane informacje nie wskazują na poważniejsze usterki możemy skorzystać z Autoraportu i z wydrukiem udać się na rozmowę i oględziny pojazdu. Na miejscu przyglądamy się mu dokładnie, inaczej ujmując szukamy tego co pozwoli nam zbić cenę – korozja, głośna praca silnika, dziurawy wydech – bardziej szczegółowo pisałem o tym w innym artykule. Jeśli mniej więcej orientujesz się w cenach możesz sprzedającemu od razu recytować ceny zakupu i wymiany danej części. Warto uzbroić się w taką wiedzę. Poświęcisz godzinę czasu, w asyście wujka google i dowiesz się jakie są najczęstsze usterki modelu, który Cię interesuje oraz ile kosztuje ich naprawa. Dużo sprzedających, w szczególności prywatnych właścicieli wpada w ten sposób w zakłopotanie (sprawdziłem to nie raz, gdy w wolnej chwili jechałem obejrzeć z czystej ciekawości jakiś samochód na sprzedaż, znaleziony na portalu ogłoszeniowym). Gdy już do tego dojdzie i dosłownie zbombardujemy sprzedającego wszelkiego rodzaju informacjami o usterkowości danego modelu, to my przejmujemy pałeczkę negocjacyjną.

Oczywiście sprzedający powinien odczuwać z naszej strony duże zainteresowanie i chęć zakupu, jeśli zależy nam na tym konkretnym modelu. Sprzedający nie może się zmęczyć rozmową z nami, ale ma poczuć, że te wady które my wytknęliśmy znajdzie każdy następny kupujący i zaoferujemy znacznie niższą kwotę, niż ta, którą usłyszy na koniec rozmowy.

“Jeżeli Pan stwierdzi, że wydech da się zrobić taniej śmiało powiedzcie mu, aby to naprawił i wtedy nie będzie żadnych negocjacji cenowych”

(Photo: Martin Lopatka)
(Photo: Martin Lopatka)

Wróćmy do naszego, przykładowego Lanosa. Załóżmy, że ma dziurawy wydech i to w kilku miejscach. Kompletny, nowy wydech do Lanosa to około 300 zł + robocizna, więc już jest dobry pretekst, aby z 3500 złotych, zrobić 3000. Oczywiście sprawdzamy stan opon, bo to kolejna część, którą widać na pierwszy rzut oka i nie wymaga specjalnej wiedzy. W tym konkretnym przypadku, podarujemy sobie szukanie wad w środku auta, bo drobiazgi do Daewoo kosztują grosze i niewiele nam to pomoże. No więc, gdy mamy już ten nasz wydech rzucamy ceną wymiany około 400 – 500 złotych i jak już wcześniej wspomniałem mówimy prosto z mostu, że auto na ten stan jest warte maksymalnie 3000 złotych, a sprawdziliśmy przecież tylko układ wydechowy! Jeżeli Pan stwierdzi, że wydech da się zrobić taniej śmiało powiedzcie mu, aby to naprawił i wtedy nie będzie żadnych negocjacji cenowych. Gwarantuję Wam, że sprzedający na 100% zacznie się wykręcać, kręcić nosem i nie zgodzi się na taki układ. Jeśli nie uda nam się zejść do 3000, na pewno po przyjacielskim – dobra robimy 3100 i piszemy umowę, dojdzie do transakcji. Trzeba twardo podchodzić do tego typu wątku.

Teraz po tym, jak przeczytaliście tą historię zdradzę Wam, że jest ona w 100% autentyczna i do tego zabiegu doszło dosłownie kilka godzin, przed napisaniem artykułu. Stanąłem na cenie 3100 zł i właściciel szedł już po umowę, niestety z racji, że był to tylko eksperyment, do tego artykułu (jakich już miałem wiele) musiałem rozczarować sprzedającego i życzyć mu powodzenia. Ale szczerze Wam powiem, że naprawdę Lanos na którego trafiłem był wart nawet tych 3500 złotych!

“najlepszy z zabiegów to przygotowanie odpowiednio mniejszej kwoty w portfelu.”

(Photo: Kevin Cortopassi)
(Photo: Kevin Cortopassi)

Inny zabieg, jest jeszcze prostszy do wykonania i u mnie skutkował już przy dwóch samochodach. Jeżeli dany pojazd nam się podoba, rzeczywiście widzimy, że wady nie rzutują na użytkowanie pojazdu i nie będą nas kosztowały fortuny, a samo auto jest w porządku i chcemy wrócić nim do domu, najlepszy z zabiegów to przygotowanie odpowiednio mniejszej kwoty w portfelu.

Wróćmy jeszcze do tego Lanosa, który kosztował wyjściowo 3500 złotych. Załóżmy, że właściciel nie zgodził się na 3000 zł, ciągniemy rozmowę dalej, próbujemy się usprawiedliwić w grzeczny sposób. W portfelu natomiast mamy przygotowane dokładnie 3200, wyciągamy na jego oczach portfel liczymy kasę przy nim (oczywiście musi widzieć, że portfel jest pusty po wyciągnięciu całej kwoty) i wręczamy 3100 z tekstem typu – to wszystko co mam, a musi mi jeszcze zostać na paliwo. Myślę, że człowiek który chce sprzedać auto nie będzie się dłużej wahał, to jest mocny argument, bo ma gotówkę przed oczami, która za 10 sekund może być jego i ryzyko jakie zobrazowaliśmy mu chwilę wcześniej – że przyjedzie ktoś inny i da mu mniej – zaczyna być realne. W 70% kupicie to auto za 3100 – 3200 no i bingo zostaje Wam 300 zł w kieszeni. I tak oto osobiście w przypadku Volkswagena Polo zbiłem z ceny 250 złotych, a w przypadku Fiata Palio 300 złotych, tylko tym jednym zabiegiem z portfelem!

“Długa rozmowa, zadawanie sprzedającemu pytań otwartych sprawi, że łatwiej będzie nam doprowadzić transakcję do końca po naszej myśli.…”

(Photo: Tours and Tales.com)
(Photo: Tours and Tales.com)

Różne przedziały cenowe to różne kwoty do zbicia, bo na przykład kupując Astrę III, próbujemy zbić nie kilka stówek, a kilkadziesiąt banknotów stuzłotowych. A to dlatego że i części, i robocizna są dużo droższe w nowszych samochodach. Pamiętajcie zasadę – klient nasz Pan, to Wy macie grać pierwsze skrzypce i być pewni siebie przy zakupie samochodu, nie dajcie się owinąć sprzedawcy wokół palca, bo skończy się tekstem „Panie szczerze? Lepszego w tej cenie Pan nie dostanie”. Długa rozmowa, zadawanie sprzedającemu pytań otwartych sprawi, że łatwiej będzie nam doprowadzić transakcję do końca po naszej myśli.

Warto ustalić sobie już przed przyjazdem nasze maksimum, jakie możemy zapłacić za dany samochód i zacząć negocjacje znacznie poniżej tego maksimum. W naszym przykładzie cena samochodu była niewielka, ale jeśli już chcemy kupić na przykład taką Astrę III, której cena wyjściowa to 13900 złotych, to urwanie 300-400 złotych jest bardzo łatwe. Głównie dlatego, że każdy, rozsądny sprzedający lekko zawyża cenę samochodu, chcąc docelowo sprzedać go za na przykład 13500 złotych. Naszym celem jest urwać z jego bariery, jak najwięcej, a nawet wyrównać kwotę do 13000 złotych.

Reasumując

Zabieg zakupu samochodu musi być starannie przemyślany, powinniśmy się dobrze do niego przygotować: błyszczeć na spotkaniu wiedzą na temat tego konkretnego modelu, znać historię pojazdu, a także ceny podzespołów. Duża konkurencja na rynku samochodów używanych nam ułatwia sprawę, bo zawsze można powiedzieć, że kilka godzin wcześniej oglądaliśmy taki sam samochód za ….. złotych (kwota, niższa niż ta którą chcemy zapłacić) i był w podobnym stanie, a z racji, że nie chce nam się wracać dorzucamy 100-200 złotych (wyrównujemy do kwoty jaką chcemy docelowo zapłacić za samochód) i wyjeżdżamy tym modelem. Jeśli jesteś typem gaduły (takim jak ja) będzie Ci znacznie łatwiej, a jeśli masz z tym problem zabierz kogoś ze sobą, co dwie głowy to nie jedna!

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, podziel się nim na facebooku (kliknij „share” po lewej stronie).

Możesz też zostawić swój komentarz poniżej.