Jazda próbna – czyli egzamin ostateczny

(Photo: Robert Couse-Baker)
(Photo: Robert Couse-Baker)

Obejrzeliśmy pojazd, porozmawialiśmy z właścicielem, mamy w jednej ręce dokumenty, w drugiej gotówkę, więc pora na jazdę próbną! W przypadku samochodów używanych to właśnie jazda próbna jest ostatnim sprawdzianem, tym co determinuje zakup. Jak się do niej przygotować?

Musisz mieć do czego porównywać

Każdy z nas ma konkretny przedział cenowy, w którym się porusza zanim zakupi dany model samochodu. Jeżeli jesteśmy zdecydowani na jakiś konkretny samochód to musimy mieć jakiś pogląd na jego temat. Kupujesz samochód na przykład za 10 tysięcy złotych i upatrzyłeś sobie Fiata Stilo. Przekonuje Cię on ceną, opiniami, a model, który zamierzasz kupić mieści się w Twoim budżecie i nie wykazuje na pierwszy rzut oka żadnych usterek.

Co powinniśmy zrobić przed jazdą tym Stilo za około 10 tysięcy złotych? Przejechać się Stilo znacznie droższym, z tym samym silnikiem. A dlaczego? To prosta sprawa. Jeżeli przejedziemy się tym konkretnym modelem, który jest droższy (na pewno nie jest taki bez przyczyny) będziemy mieli do czego porównywać model, który mamy zamiar kupić. To również zapewne nie będzie ideał w stanie fabrycznym, ale skoro jest droższy, to na pewno coś jest w nim lepsze poza rocznikiem, czy przebiegiem. Przejechaliśmy się droższym Stilo, które nie wzbudzało w nas żadnych obaw. Teraz jedziemy tym, które chcemy kupić. Czy kierownica i skrzynia biegów chodzi tak samo gładko? Czy silnik pracuje tak samo, a może głośniej? Jak to jest ze zużyciem wnętrza w tamtym i naszym potencjalnie nowym samochodzie? Rozumiecie już co mam na myśli? Gdy macie do czego porównać, jest Wam zwyczajnie łatwiej zadecydować, czy aby na pewno ten konkretny model jest wart swojej ceny. Czy ta różnica w cenie dwóch, przykładowych Stilo, którymi jeździliśmy nie zostanie zrównana po 3 miesiącach użytkowania, gdy w tańszym Stilo będziemy musieli wymienić to, co w tamtym działało bez zarzutów. Na rynku samochodów używanych oferty się powielają i nie trudno znaleźć nieco świeższy model i znacznie droższy od budżetu, który sobie zakładaliśmy na początku, dlatego nie trudno będzie Wam się przygotować do jazdy próbnej wykonując taki test. Jeszcze łatwiej, gdy ktoś z naszych znajomych ma ten model, który chcemy kupić. Wtedy Wasza wiedza będzie jeszcze bogatsza.

Jak się robi polskie „bezwypadkowe”. Od lat w naszym kraju odbywa się niekontrolowany import samochodów. Nigdy nie ma pewności, kiedy takie auto naprawdę przywieziono, ani w jakim było stanie.

Typowe usterki

Mechanic making notes on a clipboard during a car service at his workshop - Copyspace

Każdy model samochodu ma jakieś bolączki. Gdy wybieramy się na jazdę próbną obowiązkowo musimy znać typowe usterki tego auta, które chcemy kupić. Dzięki temu będziemy wiedzieli na co przede wszystkim mamy zwrócić uwagę. Jeżeli często pojawiają się luzy w układzie kierowniczym, musimy wiedzieć, jak zbadać tę kwestię podczas jazdy. Szybko zużywające się hamulce? Wykonajmy hamowanie awaryjne, dosłownie uderzmy w pedał hamulca i zobaczmy jak zareaguje samochód. Zwróćcie też szczególną uwagę na to, czy samochodu nie znosi podczas hamowania. Auto ma zahamować w linii prostej, bez waszego udziału i kontrowania kierownicą (niezależnie od modelu). Wszelkiego rodzaju dźwięki w zawieszeniu, silniku, podczas jazdy próbnej musicie mieć wrażliwy słuch i o każdym dźwięku, który was niepokoi natychmiast informować sprzedającego, aby się z niego wytłumaczył. Podczas jazdy musicie sprawdzić dosłownie wszystko, jak auto pracuje przy normalnej jeździe, ale trzeba także go przeciągnąć na wyższe obroty. Zróbmy kilka kółek po rondzie, albo po parkingu, w obie strony. Wszystko po to, aby sprawdzić, jak auto trzyma się drogi, czy opony nie piszczą podczas ostrych zakrętów, czy kierownica nie stawia oporu podczas skręcania w prawo, albo lewo. Jedna z rzeczy, którą robię w każdym testowanym samochodzie – rozpędzam się, wrzucam drugi bieg, przechodzę na jakieś 3 tysiące obrotów i zdejmuję nogę z gazu. Jeśli wyczuwam mocne szarpnięcia to moę być pewny, że coś tu nie gra tak jak powinno.

Jeżeli testujemy auto w mieście musimy znaleźć odcinek drogi, na którym możemy się rozpędzić przynajmniej do 70 km/h. Sprzedający nie może mieć do Was „ale”, jeśli chcecie przetestować auto dodatkowych 10-15 kilometrów. Wszystko po to, aby sprawdzić jak pracuje auto na wyższych biegach; piątym, czy szóstym biegu (jeśli auto taki posiada). Ważne jest, czy samochód przy wyższej prędkości nie zaczyna szaleć – kierownica drży, słychać huczenie z łożysk, zaczyna nas lekko znosić na prawo lub lewo. Sporo usterek nie pojawia się przy prędkości 50km/h, dlatego tak ważne jest, aby test trwał dłużej niż 5 minut.

Nie zawsze siadajmy za kierownicą jako pierwsi

(Photo: Tours and Tales.com)
(Photo: Tours and Tales.com)

Często spotykałem się z zaskoczeniem ze strony sprzedającego, gdy poprosiłem, aby to on prowadził samochód jako pierwszy. Robię to praktycznie zawsze, gdy kupuję samochód dla siebie. Siadam na siedzeniu pasażera i daję jasne instrukcje kierującemu – proszę przyspieszyć, zahamować i puścić kierownicę, proszę zwolnić, a ja zaciągnę hamulec ręczny. Wszystko po to, aby być maksymalnie skupionym na samochodzie, a nie na jeździe nim. Gdy siedzimy na siedzeniu pasażera możemy 100% swojej uwagi poświęcić na potencjalne mankamenty. Oprócz tego, zupełnie przypadkiem wykonujemy jeszcze jeden dodatkowy test, ważny wtedy, gdy kupujemy samochód od prywatnego właściciela. Możemy zobaczyć, jakim kierowcą jest sprzedający, czyli jak był użytkowany przez ostatnie lata. Jeżeli nie jest on zbyt dobrym kierowcą to od razu rzuci się Wam w oczy, przy zmianie biegów, parkowaniu, hamowaniu. Czy sprzedający nie nadużywa sprzęgła, czy nie podciąga samochodu do granic wytrzymałości. Oczywiście nie informujemy o tym sprzedającego w żaden sposób, nie mówimy – proszę jechać, tak jak Pan jeździł zawsze, bo na pewno tak jechał nie będzie. Zwyczajnie zwracamy się do sprzedającego właściciela – niech Pan jedzie pierwszy, ja siadam na siedzeniu pasażera. Ważne, aby rozglądać się po całym pojeździe i nie patrzeć tylko za przednią szybę, bo właśnie po to siadamy na siedzeniu pasażera, aby móc zwrócić uwagę na coś innego. Dopiero po pierwszej przejażdżce na siedzeniu pasażera siadam za sterami samochodu i próbuję robić dokładnie to samo, o co prosiłem właściciela. Dzięki temu mogę sprawdzić, czy samochód reaguje dokładnie tak samo na innego kierowcę.

Warto wziąć kogoś ze sobą na jazdę próbną

(Photo: Dennis Yang)
(Photo: Dennis Yang)

Kupujemy samochód dla siebie i nie zawsze jesteśmy obiektywni. Warto, aby na jazdę próbną wybrał się z nami ktoś ze znajomych, ktoś kto może zna się na samochodach bardziej, niż my sami. Osobiście bardzo często byłem proszony przez znajomych, abym jechał z nimi obejrzeć samochód. Siadałem za kierownicę jako pierwszy, trzeci, czasem w ogóle, ale po prostu tam byłem i nie miałem żadnego interesu w zakupie, czy sprzedaży pojazdu, więc mogłem obiektywnie spojrzeć na dany samochód. Zdarzyło mi się, że mnie nie posłuchano, gdy odradzałem zakup samochodu i ani raz się nie pomyliłem. Ale absolutnie nie sprawia mi przyjemności używanie słów – a nie mówiłem, zwyczajnie proszę o to, aby słuchać głosu obiektywnego następnym razem.

Jak dajemy się nabić w butelkę z przebiegiem samochodu. O cofaniu liczników mówi się już dosłownie wszędzie. Niesamowite jest to, że temat nadal się nie wyczerpuje.

Zakup samochodu to nie wizyta w hipermarkecie, robimy to bardzo rzadko. Często towarzyszą temu wydarzeniu takie emocje, że nieświadomie wyłączamy czujność i podejmujemy pochopne decyzje. Dlatego koniecznie potrzebny nam obok głos rozsądku, ktoś kto tym autem jeździł nie będzie i podejdzie chłodno do sprawy, z dużym dystansem. Parę lat temu brałem na tego typu testy swojego mechanika, co nie do końca okazało się rozsądne. A to dlatego, że jeśli nasz nowy samochód będzie się psuł, to on będzie czerpał z tego zyski. Może warto czasem nagiąć etykę i skłamać? Może zabierzmy ze sobą naszego kolegę i przedstawmy go sprzedającemu jako mechanika? Dla nas dobrze – bo kolega będzie, jak już wspomniałem zdystansowany do samochodu, a dla sprzedającego będzie to specjalista, którego autorytetu podważyć nie można. Warto również przedyskutować ten pomysł, ale ważne by nie zabrać ze sobą laika, bo możemy narobić sobie wstydu, gdy nasz potencjalny „mechanik” kolega zrobi jakąś gafę, która mechanikowi się nie zdarza. Każdy z nas ma w swoim gronie kogoś kto zna się dobrze na motoryzacji i warto taką osobę poprosić o kilka godzin jej czasu. Co dwie głowy to nie jedna!

Sprawdźmy okolicę i znajdźmy stację kontroli pojazdów

(Link do zdjęcia)
(Link do zdjęcia)

Ostatnia, być może najważniejsza kwestia. Nie zawsze kupujemy samochód w naszej okolicy, czasami jedziemy nawet 100-200 kilometrów dalej. Zanim pojedziemy przetestować samochód musimy znaleźć w jego okolicy stację kontroli pojazdów, na której będziemy mogli wykonać przedzakupowe sprawdzenie samochodu. Dzwonimy do konkretnej stacji diagnostycznej i mówimy jak wygląda sprawa – przyjeżdżam w Państwa okolicę kupić samochód i jadę tam 100 kilometrów, czy mogę do Państwa podjechać sprawdzić samochód w szczegółach, których nie zobaczę przed domem kupującego? Zwyczajnie chciałbym zrobić przegląd samochodu, zanim go kupię. Każdy diagnosta się na to zgodzi, pobierze opłatę i sprawdzi Wasz samochód jeszcze chłodniejszym spojrzeniem niż osoba trzecia. Raz słyszałem wprost od diagnosty następujące słowa – nie mam pojęcia, gdzie to auto przeszło przegląd techniczny, ale ja bym go nie puścił. Warto to robić przede wszystkim w przypadku samochodu, który przegląd przeszedł niedawno, bo uwierzcie mi wielu sprzedających ma takie znajomości, że podbicie przeglądu odbywa się bez udziału samochodu, wystarczy dowód rejestracyjny.

6 najczęstszych oszustw przy sprzedaży aut używanych. Jak możesz ich uniknąć? Poznaj fakty i nasze rady jak się nie dać oszukać

No i zanim wybierzecie się na jazdę próbną bardzo przydatne może okazać się sprawdzenie VIN, musicie mieć pewność, że auto po które jedziecie ma jasną historię. Tutaj z pomocą przychodzi Wam Autoraport,  gdzie w szczegółach sprawdzicie historię pojazdu, z obiektywnego i pewnego źródła, oryginalne dane techniczne, czyli co samochód miał na stanie gdy wyjeżdżał z fabryki kilka, kilkanaście lat temu. To ważne, bo jeśli zniknęły z drzwi na przykład elektryczne szyby, albo samochód ma nieoryginalny autoalarm, czy centralny zamek lepiej abyśmy o tym wiedzieli, zanim go kupimy. Jeśli sprzedający próbował poprawiać fabrykę strzeżcie się i strońcie od takich samochodów.

Przejechałeś się tym samym, droższym modelem, masz u swego boku znajomego, który na samochodach się zna, w jednej ręce gotówka, w drugiej wydruk Autoraportu, w głowie wiedza na temat typowych usterek i maksymalne skupienie? Tak! Teraz możesz jechać na jazdę próbną. Powodzenia!

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, podziel się nim na facebooku (kliknij „share” po lewej stronie), albo zostaw swój komentarz poniżej.

Odwieczny dylemat – skrzynia automatyczna, czy manualna?

(Photo: Red Rose Exile)
(Photo: Red Rose Exile)

Jakiś czas temu zauważyłem, że doświadczeni kierowcy dzielą się na dwie grupy – radykalnych i jałowych. Ci pierwsi nigdy nie zamienią skrzyni automatycznej na manualną i na odwrót – użytkownik skrzyni manualnej w życiu nie wsiądzie do samochodu z automatem. Druga grupa w jakie auto nie wsiądzie, takim jedzie i nie robi z tego specjalnego wydarzenia. Ale czy jest jakaś recepta na rozwiązanie tego dylematu? Przekonajmy się!

Komfort, wygoda, wolna lewa noga i prawa ręka.

Tak jest! To wszystko tylko i wyłącznie w aucie z automatyczną skrzynią biegów. Nawet najwięksi fani manualnej skrzyni biegów zgodzą się, że w ciągłych korkach błogosławieństwem jest posiadać skrzynię automatyczną. No bo kto z nas lubi przeskakiwać z luzu na jedynkę, na 2 sekundy na dwójkę i wracać do punktu wyjścia? Nikt nie jest na tyle szalony, lepiej by ktoś robił to za nas. Na drodze, gdzie prędkości przybierają już trzy cyfrowe liczby zdania są podzielone. Gdy jedziemy 1000 kilometrów w trasę manualna skrzynia może nas zmęczyć, a automat zanudzi na śmierć, nie ma na to reguły. Jeśli chodzi o mój stosunek do automatycznej skrzyni biegów to stwierdzam jasno (i w zasadzie nieskromnie), że w moim przedziale cenowym nie ma automatu, który zmienia biegi szybciej i sprawniej niż ja. Ale nie będę oszukiwał Was i samego siebie – cholernie drażni mnie machanie prawą ręką przez godzinę, gdy trafię na korek. Cholernie drażniło mnie także machanie skrzynią w Volkswagenie, którego jakiś czas temu miałem, bo był dla mnie bezpłciowy i przy wyższych obrotach brzmiał jak kruszony lód w sokowirówce. O tak, pragnąłem automatu w moim Volkswagenie, a że go nie miałem pozbyłem się samochodu po 3 miesiącach. W Fordzie, którego mam teraz z kolei nie wyobrażam sobie, że miałby sam za mnie zmieniać biegi, a to dlatego, że jako motomaniak poprawiam sobie humor dociśnięciem auta na wyższe obroty i szybką zmianą na kolejny bieg.

(Photo: Robert Couse-Baker)
(Photo: Robert Couse-Baker)

Oczywiście wiem, że mamy tryb dynamiczny w większości automatów, ale to nigdy nie będzie to samo. No właśnie; tryb dynamiczny – jak sprawdza się na trasie? Miałem możliwość jechać dość mocnym samochodem i zbiegiem okoliczności był to Volkswagen, a konkretnie Phaeton z V12 pod maską i szczerze? Nie wyobrażam sobie manualnej skrzyni w takim samochodzie. Powiem tak – im większy silnik, tym automat staje się bardziej przydatny, a nawet niezbędny. Poza tym to świetny sposób na długie podróże, które nie zawsze przebiegają płynnie, nie zawsze mamy wolny lewy pas i nie zawsze mamy humor i warunki na swawolne zmiany biegów. Gdy mamy na pokładzie 4 osoby nie wyciskamy z niego maksymalnego momentu obrotowego i mocy, staramy się ich bezpiecznie dowieźć na miejsce i tutaj możecie być pewni, że automat się nie pomyli.

Żadna skrzynia nie będzie mi mówić, jak mam żyć!

(Photo: Shunsuke Kobayashi)
(Photo: Shunsuke Kobayashi)

Są momenty, w których automatyczna skrzynia jest koszmarem. Jechałem kiedyś BMW Z3 z automatem i zacytuję klasyka – „w piekle już czekają na tego, który skonstruował tą skrzynię” to kompletna katastrofa. W żadnym trybie bieg nie wchodził tak jak chciałem – proszę o czwórkę, a ten dalej trójka, próbuję redukować do trójki, a tu nie! Uparcie trwa przy czwartym biegu, a samochód sprawia wrażenie, jakby miał zaraz się zadławić. W internecie przeczytacie multum artykułów o automatycznych skrzyniach, które nie wyszły i trzeba się ich wystrzegać.

(Photo: Homayon Zeary)
(Photo: Homayon Zeary)

Wracając do „manuala”, dla mnie to świetna sprawa. Jasne, drażni w korku, jest zdana tylko na mnie, a człowiek istota mylna i gdy wrzuci 1 zamiast 3 może zabić, ale dla mnie jest też druga strona medalu. Jako pasjonat motoryzacji czerpię radość z jazdy, a zmiana biegów to forma wyrażania siebie, której mnie pozbawiono w wielu samochodach. Było sporo aut, w których przetestowałem oba rodzaje skrzyń i w sumie tylko w jednym byłem pewien, że chcę automat – Mercedesie klasy E. Reszta nie do końca wiedziała czego chcę, nie reagowała na moją prawą nogę tak jak powinna, zwyczajnie nie synchronizowała się w 100% z moimi potrzebami. I to musicie brać pod uwagę, że czasem automat wrzuci bieg, którego nie chcecie i nic z tym nie zrobicie. W skrzyni manualnej macie pełną kontrolę nad sytuacją, a ja na przykład lubię mieć kontrolę nad tym co się dzieje wokół mnie, a w samochodzie w szczególności. No i dodajmy coś jeszcze – z manualną skrzynią zawsze możecie być dynamiczni, w sekundę zmienić zdanie, automat nie zawsze Wam na to pozwoli, a w starszych samochodach zawsze będzie wolniejszy od manualnej wersji.

Koszty utrzymania skrzyni biegów.

Jak w każdym przypadku, tak i tutaj wszystko zależy od tego jak jest eksploatowany samochód. Ale nie da się ukryć, że serwisowanie automatycznej skrzyni biegów jest znacznie droższe niż skrzyni manualnej. A jeśli przyjdzie Wam wymieniać skrzynię w całości, różnica w cenie może być dziesięciokrotna i to nie żart! Jest też powszechny stereotyp, że automatyczne skrzynie psują się częściej niż manualne, ale z tym się nie zgodzę. To zależy od konkretnego modelu samochodu, bo na własne oczy widziałem Opla Omegę B z przebiegiem 390 tysięcy i automatem od nowości, a także taką z manualem, gdzie skrzynia posypała się przy 250 tysiącach, a samochód był od pierwszego właściciela. Co ciekawe, mechanik stwierdził, że „te skrzynie tak mają” co było dla mnie przedziwne.

Zdania są podzielone, bo przy normalnej eksploatacji w większości przypadków skrzynia manualna rzeczywiście wytrzyma więcej, ale gdy intensywnie użytkujemy samochód, a co gorsza za jego kierownicą siada regularnie więcej niż jedna osoba to sytuacja się odwraca. Każdy ma inną nogę do sprzęgła i nie raz wsiadając po kimś, do chociażby samochodu służbowego sprzęgło chodziło zupełnie inaczej niż po mojej zmianie. Dlatego przy wyborze rodzaju skrzyni nie kierujcie się kosztami w jej utrzymaniu, ale odpowiedzcie sobie na pytanie, ilu regularnych kierowców będzie miał samochód?

(Photo: adogcalledstray)
(Photo: adogcalledstray)

W obu przypadkach skrzyń biegów, to co  przemawia do nas najbardziej, to fakt w jakiej jest ona kondycji. Gładkie przechodzenie między biegami, bez szarpnięć i dziwnych odgłosów to w obu przypadkach konieczność. Oczywiście w starszych samochodach z manualną skrzynią mamy wodziki, wybieraki skrzyni, których wymiana kosztuje grosze i nie należy skreślać samochodu na starcie z powodu niesprawności tej części skrzyni. W przypadku automatycznej skrzyni sprawa jest bezkompromisowa – wszystko musi chodzić jak szwajcarski zegarek. Odczuwalne szarpnięcia są niedopuszczalnie, tak samo odgłosy przy zmianie biegów i przechodzeniu z drive na reverse. Tak więc sprawa jest prosta o ile w manualu pewne niedoskonałości nie zwiastują wydatków na początek zakupu, to w przypadku automatu jest na odwrót, musicie być czujni i najlepiej przejechać się sprawnym automatem, jeśli wcześniej nie mieliście do czynienia z tego typu skrzynią biegów.

Co tu więcej dodawać? Wybór należy do Was! Komfort i spokój, czy pełna kontrola i kolokwialnie ujmując „fun”. Na koniec dodam ciekawostkę, że firma Saab próbowała kiedyś połączyć wygodę skrzyni automatycznej z pełną kontrolą nad zmianą biegów w manualnej wersji. Jak to możliwe? Skrzynia typu sensonic, bo taką nazwę nosi ten system ma normalny lewarek zmiany biegów, ale nie ma pedału sprzęgła, zmianą biegów steruje mózg Saaba. Jechałem kiedyś Saabem z sensoniciem i… była to totalna klapa! Pomysł nie wypalił, system był strasznie awaryjny, bo zwyczajnie nie da się zgrać mózgu maszyny z mózgiem człowieka, póki co musimy się zdecydować, albo jedno, albo drugie.

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, podziel się nim na facebooku (kliknij „share” po lewej stronie)

Możesz też zostawić nam swój komentarz poniżej.

Dobry mechanik potrzebny od zaraz!

shutterstock_69847036

Ilu z Was nadziało się na fachowca, który nie spełnił Waszych oczekiwań? Zapewne 80% z osób czytających odpowiada twierdząco na pytanie – czy zawiodłeś się kiedyś na mechaniku samochodowym, a spora część z pozostałych 20% nie ma świadomości, że jest oszukiwana. W tym biznesie również nie ma sentymentu, każdy chce zarobić, jak najwięcej, a dzisiaj dowiecie się o kilku prostych zabiegach dzięki którym unikniecie rozczarowań.

Gdzie się podziały zużyte części?

(Źródło zdjęcia)
(Źródło zdjęcia)

Zaczniemy od kolejnego pytania – jak często zabieracie zużyte części, które Wasz mechanik miał wymienić? Czy w ogóle prosicie o pokazanie ich zaraz po naprawie? Jeśli nie, to popełniacie pierwszy, podstawowy błąd. Płacisz za usługę, ale często również za części, które uwaga: nie zawsze są wymieniane! Mechanik sugeruje wymianę jakiejś części, która jest sprawna, następnie wymontowuje ją z pojazdu, oczyszcza, wbija jakiś kod kreskowy żeby wyglądało autentycznie i już, gotowe, w kieszeni kasa za wymianę + za równowartość części. Oczywiście powie Wam, że rachunek zostawia u siebie, bo jest to gwarancja, żebyśmy go nie zgubili i takie tam różne inne, troskliwe zwroty w naszą stronę wysyła. Absolutnie nie gódźcie się na takie praktyki! Jeśli coś zostało wymienione, chcecie to zobaczyć; jak wyglądało, co było w tym zepsute, zasada: klient nasz Pan obowiązuje w każdej branży. Tylko, gdy będziecie mieli paragon/fakturę + starą część będziecie mieli stu procentową pewność, że została wymieniona.

Zepsuta część jest Twoją własnością.

Najgorzej jest oczywiście z częściami, których nie możemy zobaczyć, jak na przykład sprzęgło, czy skrzynia biegów. Czasami mechanicy ograniczają się do wymiany docisku sprzęgła lub samej tarczy wciskając oczywiście, że wymienili kompletne sprzęgło. Taka naprawa jest oczywiście bezcelowa, bo po pewnym czasie problem powróci, a wraz z nim kolejne banknoty do portfela mechanika. Uwierzcie mi, nawet jeśli jesteście stałymi klientami w jakimś warsztacie i nigdy nie prosiliście o zostawienie zużytych części zróbcie to po raz pierwszy, a gdy fachowiec zada pytanie – po co? – powinna Wam się zaświecić czerwona lampka! Mimo iż zepsuta, ta część nadal jest Waszą własnością i po zakończeniu usługi powinna do Was wrócić.

Top-Speed-Auto-Accessory-2879-S-Archer-Ave-Chicago-IL-60608-773-847-3718-shop-rims-mufflers-headlights-springs

Jednym ze sposobów na uniknięcie tego typu sytuacji jest zakup części na własną rękę i dostarczenie jej mechanikowi wraz z samochodem. Ja robię tak od dobrych kilku lat, bo wolę mieć 100% pewność co do jakości zakupionej części i jej pochodzenia. Oczywiście nie raz proponowano mi, że mechanik sam kupi część, bo będzie miał taniej, bo ma znajomości, dojścia, kupuje bez VATu, ale zupełnie mnie to nie interesowało. Uparcie stoję przy swoim i sam dokonuję tego wyboru. Nawet jeśli nie jesteście w temacie z pomocą przychodzi internet, w którym znajdziecie odpowiedziedź na 90% pytań z zakresu motoryzacji, prawie każdy model ma swoje forum sympatyków, a w nim wszystkie typowe i nietypowe usterki trapiące dany samochód. Dzięki temu unikniecie nie tylko bubli, jakim nie raz są części zamienne, ale także wykluczycie usterki, które sugeruje Wam mechanik.

Dobry mechanik, czy partacz?

shutterstock_59303590

W internecie można znaleźć różnego rodzaje rankingi, strony na których klienci zostawiają swoje opinie o warsztatach samochodowych. Nie raz są to złośliwe wpisy konkurencji, dlatego nie należy się sugerować pojedynczymi przypadkami, lepiej stawiajcie na ilość wpisów. Podobnie jest z tym co zobaczymy przed warsztatem. Jeśli mechanik ma kolejki, zapisuje terminy to nie trafił na stado naiwnych ludzi. Im więcej aut na placu mechanika, tym lepiej świadczy o nim samym, jak z restauracją – jeśli jest dobre jedzenie będą kolejki, jeśli nie to lokal świeci pustkami. Chodź nie jest to cecha decydująca, ja spotkałem się z warsztatem w Krakowie, który specjalizował się w szybkich naprawach i miał na stałe zatrudnionych tylu mechaników, aby wykonywać prace na bieżąco, a jeśli brakowało rąk do pracy szef sam chwytał za klucz i brał się do roboty.

Cena to nie wystarczający wyznacznik.

The Car workshop for repairs and setups
The Car workshop for repairs and setups

Ciężko też stwierdzić po cenach, czy mechanik jest dobry, czy nie. Ceny zależą nie tylko od samego właściciela, ale także od miejsca w którym działa warsztat, od konkurencyjności w danej okolicy. Jedni cenią się, bo zwyczajnie są w branży kilkanaście lat, mają renomę, świetny sprzęt i mają świadomość, że ludzie i tak do nich wrócą. Są też tacy, którzy cenią się wysoko, a naprawiają w warsztacie rodem z poprzedniego okresu i to kolejny wątek który chciałem poruszyć. Jeśli interes się kręci to każdy rozsądny przedsiębiorca inwestuje w swój biznes.

Rozejrzyjcie się po budynku, od razu rzuci Wam się w oczy czy sprzęt jest nowy, dobrej jakości, takie rzeczy kolą w oczy nawet laików. Jeśli budynek jest ciasny, pełen starego sprzętu, bez podnośnika to można powiedzieć wprost – niewiele osób tu zagląda. Z kolei jeśli budynek nie napawa optymizmem, a wewnątrz znajdziemy nowoczesny sprzęt nie ma się co zniechęcać, bo każdy z nas wie jak drogie w utrzymaniu są pomieszczenia użytkowe. Prosta zasada – miejcie oczy szeroko otwarte od momentu, gdy przekraczacie próg warsztatu.

Mam 100% pewność, że nie zostałem oszukany!

(Photo: sylvar)
(Photo: sylvar)

100% w życiu rzadko istnieje, jednak w przypadku mechaników jest wyjątek. Oczywiście jest sposób, abyście mieli 100% pewność, że nie zostaliście oszukani, że mechanik zrobił dokładnie to o co prosiliście. Jedyny sposób jaki znam to stać przy mechaniku od początku do końca naprawy. Na to niestety większość z nas pozwolić sobie nie może, bo zwyczajnie nie mamy na to czasu – praca, dom, rodzina. Ja jestem specyficzny i nie zostawiam mojego samochodu sam na sam z mechanikiem nawet na sekundę. Oczywiście, gdy pierwszy raz pojawiam się w jakimś warsztacie i stoję jak słup z kamerą nad mechanikiem spotykam się z dziwnymi spojrzeniami, bo nikt nie lubi, gdy jego praca jest monitorowana. Ale za drugim, trzecim razem zarówno właściciel, jak i naprawiający mechanik przyzwyczaili się do mojej obecności. Było to z korzyścią dla obu stron, oni nie musieli po skończonej naprawie tracić czasu na długie opowieści o tym co się wydarzyło za drzwiami ich garażu, a ja na bieżąco mogłem monitorować przebieg naprawy. Świetna sprawa i polecam chociaż raz spróbować tego sposobu, poświęćcie dzień wolnego, aby monitorować na żywo naprawę Waszego auta. Mechanik na bieżąco pokazuje co się złego stało, nie raz tłumaczy dlaczego, odpowiada na pytania.

Z jedynym warsztatem mocno się zaprzyjaźniłem i nie raz aktywnie uczestniczyłem w naprawie swojego samochodu. Dlaczego warto chociaż raz przyjrzeć się zabiegowi z bliska? Z prostej przyczyny. Gdy raz zostaniecie w garażu, śledząc poczynania mechaników dłubiących przy Waszym aucie, oni przy każdej następnej naprawie będą mieli świadomość, że w każdej chwili możecie wparować do warsztatu na kolejny monitoring i szczerze? Albo będą tak zmęczeni Waszą obecnością, że naprawią tak, aby nie było się do czego doczepić, albo arogancko wyproszą Was i będziecie mogli opuścić warsztat zanim się rozczarujecie. Warto rozmawiać z pracownikami, szefem i nawiązać jakiś kontakt, tak po ludzku i aż przyjemniej jechać do takiego warsztatu (o ile taka wizyta w ogóle może być przyjemna).

Wyuczone, fachowe regułki budzą trwogę.

(Photo: gavin rice)
(Photo: gavin rice)

Gdy pierwszy raz jestem w jakimś warsztacie staram się mówić językiem mechanika. Między zdania wrzucam jakąś historię z przeszłości, jak to sam naprawiłem to i owo, staram się robić wrażenie osoby, która zna ten temat chociaż w połowie tak dobrze, jak oni. Nie można przesadzać i robić z siebie specjalisty, bo gdybyśmy nim byli to nie przyjeżdżalibyśmy do mechanika prosząc o naprawę, tylko zrobilibyśmy to sami. Możemy wyjść na niepoważnych, dlatego lepiej ograniczać się do oceny sytuacji, gdy nie jesteśmy w 100% czegoś pewni. Ja lubię sam dłubać przy samochodzie, szperać po internecie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie – jak to można naprawić, ale nie każdy ma na to czas i chęci. Ale dobrze byłoby żebyście wiedzieli, gdzie znajduje się część, którą mechanik ma się zająć, rzucić nazwami kilku firm produkujących te części, może nawet pokusić się o ocenę, czy dana naprawa jest skomplikowana czy nie. To również macie podane na tacy w internecie, gdy auto wyrzuca błąd na komputerze, pali na trzy cylindry, coś szumi stuka, wystarczy że dodacie do danej usterki model samochodu i otwiera się przed Wami prawdziwa skarbnica wiedzy warsztatowej.

Podsumowując – wcale nie jest trudno znaleźć dobrego mechanika, tych kilka prostych zabiegów pozwoli Wam uniknąć oszustów i kombinatorów. Absolutnie nie dajcie się zdominować mechanikowi, bo to nie jest na Waszą korzyść! To Wy jesteście klientami, to Wy mu płacicie i to on ma Was w 100% zadowolić i w taki sposób wykonać swoją pracę, abyście wrócili do niego, gdy znów coś przestanie działać.

Więcej o naprawach i częstych usterkach przeczytacie tutaj.

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, podziel się nim na facebooku (kliknij „share” po lewej stronie). Zostaw nam też swój komentarz poniżej.